FORUM-NURAS
Froum dla nurkujących i nie tylko ...

NURKOWANIE REKREACYJNE - Phu Quoc - Wietnam

Misteres - 27-11-2004, 09:19
Temat postu: Phu Quoc - Wietnam
W koncu sie udalo. Nastal dlugo oczekiwany moment i moglismy, razem z Alicja, zanurzyc sie w wietnamskiej czesci Zatoki Tajlandzkiej. A wszystko dzialo sie wokol wyspy Phu Quoc...
Na wyspe dostac sie mozna na dwa sposoby: tanszy i wolniejszy to lodz z Rach Gia (do miasta mozna sie dostac z HCM City lodzia, lub autobusem), szybszy i drozszy to samolot z HCM City. Drozszy, nie znaczy drogi. Bilet kosztuje okolo 33 USD.
Wietnamczycy odgrazaja sie, ze stworza z Phu Quoc drugi Phucket, ale poki co troche slabo im idzie. Baza turystyczna nie jest imponujaca jak na tak duza wyspe o tak wielkim potencjale turystycznym. Miejsce jest wciaz autentyczne – wzdluz brzegow ciagna sie dziesiatki kilometrow jeszcze niezabudowanych, pieknych, piaszczystych plaz, drogi w wiekszosci sa gruntowe, a wioski rybackie niewielkie i biedne w stopniu trudnym do uwierzenia. Mozna zamieszkac w jednym z kilku istniejacych resortow, lub hoteli. Ceny zroznicowane.
Ciekawe jest to, ze na wyspie jest tylko jedna baza nurkowa. Wszelkie informacje na temat Rainbow Divers, bo o nich mowa, mozna znalesc w sieci pod adresem www.divevietnam.com. Niestety nie wplywa to dobrze na ceny nurkowan – w porownaniu z najbardziej popularnym dla Polakow miejscem nurkowym jakim jest Egipt, jest po prostu drogo. Dzien nurkowy kosztuje 75 USD. Wliczony jest w to pelen sprzet, transport lodzia, dwa nury, opieka DM, owoce serwowane na lodzi w przypadku nurkowania po polnocnej czesci wyspy, lub lunch jesli plyniemy na poludnie (okolo 2,5 godziny w jedna strone), ale juz nie transport z miejsca zamieszkania do bazy. Przy nurkowaniu z wlasnym sprzetem i korzystaniem z uslug bazy przez przynajmniej 3 dni, mozna liczyc na 10% znizki. Wciaz slabo...
Obsluga na lodzi jest pelna. Nurka nie interesuje nic poza nurkowaniem. Doborem sprzetu i jego kompletacja oraz zlozeniem, wymiana butli po nurkowaniu, wniesieniem i zniesieniem sprzetu z lodzi (jesli macie swoj) oraz jego plukaniem w slodkiej wodzie zajmuje sie personel bazy. Troche to dziwne doswiadczenie po nurkowaniu w Egipcie i Polsce, gdzie o wszystko trzeba zadbac samemu.
Baza dziala na wyspie dopiero trzeci rok i poki co wynegocjowala zgode na nurkowanie tylko w pieciu miejscach. Musicie pamietac, ze Phu Quoc lezy na pograniczu Wietnamu i Kambodzy, ktora to rosci sobie do wyspy historycznie uzasadnione prawa. Dlatego tez na wyspie stacjonuje silny, wietnamski garnizon wojskowy i wszystko co sie wokol niej dzieje jest przez wojsko kontrolowane. Rainbow Divers kazdego dnia musza zglaszac wojsku chec nurkowania i otrzymywac na nie jednorazowa zgode. Wazna tylko na ten jeden dzien. I co najlepsze – zasady jego wydawania sa zmieniane dowolnie przez lokalne dowodztwo. Tak ze raz wyplywamy o 800, a innym razem o 700... Sezon nurkowy, ze wzgledu na pore monsunowa, trwa od listopada do maja. Pierwsze nurkowanie w sezonie odbylo sie w dniu naszego przyjazdu...
Z pieciu poznanych miejsc nurkowych trzy zasluguja na polecenie, dwa pozostale, naszym zdaniem, mozna sobie spokojnie darowac. Z trzech godnych polecenia, dwa to nury w czyms w rodzaju „ogrodow koralowych”. Piekne miejsca pelne zycia i form koralowych zupelnie odmiennych, niz te z Egiptu. Wiecej jest masywnych, wielkich korali i wszelkiego rodzaju oraz wielkosci „wulkanow” koralowych (kryja sie w nich ryby). Wszystko na glebokosci do 6 metrow, wiec pelno slonca i piekne kolory. Trzeci nur to zabawa w dosc silnym pradzie. Widzialnosc spada do 4 – 6 metrow, ale bogactwo zyjatek jest porazajace. Wybacznie nieznajomosc rzeczy, ale nie mam tu zadnego atlasu i trudno mi posprawdzac nazwy. Najzabawniejsze byly takie male i bardzo kolorowe „choineczki” obrastajace korale. Chowaly sie w swoich norkach jak tylko wyczuly bliskosc nurka. Fajnie to wygladalo, gdy w jednej sekundzie koral porosniety kolorowa laczka choineczek stawal sie brazowy i lysy...
Najwieksza jednak atrakcja w czasie kazdego nurkowania bylo polowanie... na pulapki zastawiane na ryby. Maja forme koszy z sieci, do ktorych da sie wplynac, ale juz bez powrotu. Pulapka srednio jest wielkosci 1.5 x 0.80 x 0.80 metra. Podobno ich zastawianie jest nielegalne i nurkowie niejako przy okazji zostali zobowiazani do ich niszczenia. Za kazdym razem po znalezieniu pulapki po prostu rozcinalismy nozami sieci i wypuszczalismy ryby. Nie wszystkie przezywaly. Na prawde nie wiem, po co stosuje sie takie metody. Ryby w pulapkach nie wygladaly na jadalne. W czasie kazdego nurania niszczylismy dwie do czterech pulapek. Chyba nas miejscowi za to nie polubili...
Ogolnie miejsce na pewno godne polecenia, ale raczej na krotkotrwaly pobyt nurkowy. Co ciekawe najwiecej nurow przybywa z Rosji (komputery i noze przypinaja juz w czasie oczekiwania w recepcji resortu :) ), Wegier i innych bylych demoludow. Reszta to twardziele i odkrywcy z zepsutego dobrobytem kapitalistycznego swiata.
Najwieksza osiagnieta glebokosc to 12 metrow, przecietnie 6 metrow.
Widzialnosci w granicach 4 do 10 metrow.

:wave:

EaserVW - 27-11-2004, 11:13

super. a jak temperatura? Widoczność faktycznie skromna, ale to prawda- choineczka wiele może wynagrodzić. Pozdrawiam :)
Misteres - 27-11-2004, 12:41

Prawda, prawda... Zupelnie zapomnialem o temperaturze!
30 stopni C w calym zakresie dostepnych glebokosci. Krotkie 3 mm w zupelnosci wystarcza nawet do najdluzszych nurkowan. Choc Alicja ma inne zdanie...
Zapomnialem rowniez dodac, ze milosnicy wrakowania nie maja czego szukac w Wietnamie. Nurkowanie wrakowe jest calkowicie zabronione! Wszystkie wraki sa uwazane za wlasnosc wojska i proba nurania moze sie skonczyc bardzo niemilo. I zartow nie ma, bo tu wciaz wojsko bardzo wiele moze. A miejscowi wojskowi maja bardzo cieniutkie poczucie humoru. Szczegolnie na sluzbie...
Z drugiej strony, wyobrazacie sobie mnogie, nietkniete wraki czekajace na nas?
Pozywiom, uwidzim...

:wave:

Andrzej S - 28-11-2004, 11:17

Brzmi pieknie :-)

Pozdrowionka,
Andrzej S

Przemek - 28-11-2004, 15:14

Ciekawe jak bardzo nietknięte:D
ale i tak musi byc tam super;]
gratuluje szczęściarzu;]

WolfEeel - 28-11-2004, 18:50

Bradzo ciekawa relacja, czekam teraz na zdjecia :-D

PS. The "choineczki" to po angielsku nazywaja sie "christmas tree worms" i wystepuja tez na karaibach (np. Kuba i Meksyk - okolice Jukatanu).

Misteres - 30-11-2004, 18:24

Przypomniala mi sie jeszcze jedna historyjka z pierwszego nurania.
Buszuje sobie miedzy skalami pracowicie zagladajac w szczeliny w poszukiwaniu krabow i katem oka widze, jak nasz DM dopada jakies morskie stworzenie, odwaraca je na plecy i przywala wielkim kawalem skaly dociskajac porzadnie !!!
Malo mi ustnik automatu z paszczy z wrazenia nie wypadl !
A DM wskazal na zwierza pod skala, potem gdzies w bok, potem cos jakby znak "murena" znany z Egiptowa, potem ;OK; i poplynal dalej.
Na lodzi okazalo sie, ze zamordowane zwierze zywi sie zywymi koralami powodujac dewastacje rafy, jest uwazane za szkodnika i bezlitosnie tempione. Nawet nie zauwazylem jak wyglada...
Ale zasada "niczego nie dotykamy" oczywiscie obowiazuje. W zasadzie dotknal tylko tej skaly...

:wave:

sharkey - 30-11-2004, 20:17

Cytat:
Najzabawniejsze byly takie male i bardzo kolorowe „choineczki” obrastajace korale. Chowaly sie w swoich norkach jak tylko wyczuly bliskosc nurka. Fajnie to wygladalo, gdy w jednej sekundzie koral porosniety kolorowa laczka choineczek stawal sie brazowy i lysy...

ale fajne nurkowanie, a te choineczki są i na Czerwonym (spirobranchus giganteus- te łacińskie nazwy :lol: )nazywane też serpulami , są fantastycznie szybkie i w "makro " za skarby nie można ich złapać.

Mirka Żytkowska - 05-12-2004, 13:58

Cześć! :-D

Misteres napisał:
Cytat:
jak nasz DM dopada jakies morskie stworzenie, odwaraca je na plecy i przywala wielkim kawalem skaly dociskajac porzadnie !!!


Cytat:
Na lodzi okazalo sie, ze zamordowane zwierze zywi sie zywymi koralami powodujac dewastacje rafy, jest uwazane za szkodnika i bezlitosnie tempione


Hmm... Wobec braku opisu zwierzęcia cięzko z całą pewnością twierdzić co to było, ale wszystko wskazuje na to, że była to rozgwiazda zwana koroną cierniową (Acanthaster planci).
Nazwa w pełni odzwierciedla wygląd tego stworzenia - ma ono kulisty kształt, więcej ramion niż "normalne" rozgwiazdy (nawet do 23) i mnóstwo kolców. (Kolce z bliska można obejrzeć tu: http://www.schering.pl/sc...3_skorpena.php, a samą rozgwiazdę + sporo informacji o niej - tu: http://www.tellusconsulta...ead/ACANTH.HTM)

Rozgwiazda owa żywi się koralowcami i rzeczywiście jest groźnym skodnikiem - pożera ich znaczne ilości i potrafi doprowadzić do całkowitego zniszczenia rafy. O skali zagrożenia świadczy to, że co najmniej dwukrotnie - w Australii i Egipcie przeprowadzono szeroko zakrojone akcje zbierania tej rozgwiazdy. Wyzbierano ich co najmniej kilkadziesiąt tysięcy.

Zachowanie "Twojego" DM było o tyle ciekawe, że korony cierniowej nie powinno się dotykać - jej kolce są jadowite. No, ale może on ją jakoś sprytnie położył na łopatki ;-)

Pozdrawiam serdecznie, Mirka

Misteres - 05-12-2004, 17:19

Mirka Żytkowska napisał/a:
była to rozgwiazda zwana koroną cierniową (Acanthaster planci)


Wielkie dzieki! Wlasnie tak to nieszczesne stworzenie wygladalo.
Spryt jakim wykazal sie DM polegal na uzyciu noza. On ja tym nozem na te lopatki...

:wave:


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group