Strona Główna FORUM-NURAS
Forum dla nurkujących i nie tylko ...

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy    KalendarzKalendarz
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat

Poprzedni temat «» Następny temat
Dahab 2016
Autor Wiadomość
dariusznow 


Stopień: aowd
Kraj:
Poland

Wiek: 55
Dołączył: 05 Sty 2011
Posty: 215
Skąd: Mrągowo
Wysłany: 24-10-2016, 20:20   Dahab 2016

No to zaczynamy kolejne podejście do moich wrazeń z wyjazdy do Egiptu. Po ubiegłorocznych doświadczeniach, niewątpliwie skromnych bardzo, porwałem się z przysłowiową motyką na sołńce i postanowiłem wybrać się do Dahabu na własną rękę. Myśl ta zrodziła się już w trakcie poprzedniego pobytu. Zauważyłem, że turystów jest bardzo niewielu i praktycznie w każdym hotelu, hostelu można wynająć pokój. Bardzo mnie zakręciła wizyta u Polaków Maćka (?) i których brat ma dom w Dahabie. Jego urządzenie, wyposażenie i przede wszystkim atmosfera powaliła mnie na kolana i zapragnąłem w czymś podobnym z dużym naciskiem na słowo „podobny” zamieszkać następnym razem. Posiadanie takiego domu to wg mnie porażka, szczególnie w obecnej sytuacji, gdy Egipt jest passe i „niebezpieczny”. Trzeba to utrzymać, opłacać, kupować wodę i wiele innych wydatków, aby samemu czy ze znajomymi zamieszkać przez miesiąc czy dwa. No, ale kto bogatemu zabroni wydawać kasę na dom w Egipcie?

Ale nie o tym miało być. Co raz częściej utwierdzam się w przekonaniu, że planowanie wyjazdu jest o wiele fajniejsze i przyjemniejsze niż sama realizacja tych planów? Trwa to o wiele dłużej i oczami wyobraźni człowiek widzi czasami fajniejsze rzeczy niż w rzeczywistości…
Planowanie trwało, więc praktycznie rok. I był to pod tym względem bardzo fajny rok. A zaczęło się niezbyt przyjemnie, bo sytuacja turystyczna byłe nie za ciekawa. Szczególnie, jeśli chodzi o Synaj. Loty się pojawiały i znikały. Nikt w biurach nie potrafił powiedzieć żadnych konkretów.

Moja determinacja była duża, a wręcz ogromna. Jako alternatywę brałem pod uwagę jeszcze wyjazd na safari? Ale ceny szalone, zapewne z powodu tego, że mniej chętnych i mniej ofert, a np. Emperor ma chyba taka politykę, że trzyma cenę do samego końca. Decyzja więc zapadła bardzo wcześnie, bo jeszcze zimą. Z braku czarterów zacząłem się rozglądać za lotami rejsowymi. Termin był odległy, więc ceny znośne, ale wybór nie za duży. Właściwie tylko przez Stambuł i Zurych znalazłem możliwość przelotu do Sharm. Wada tego rozwiązania była oczywiście przesiadka w obie strony, no i czas podróży się wydłużał niesamowicie. Ale cóż było robić? Przy braku lotów z biur podróży to właściwie było jedyne wyjście, aby się dostać do Dahab. Taka sytuacja powodowała, że te rejony stały się jeszcze bardziej wyludnione. Z drugiej strony samemu w Dahab, to też zapewne niezbyt miła perspektywa. Niektóre centra i hotele mogą przestać funkcjonować. Że pod wodą pusto, niewątpliwa zaleta, ale na powierzchni to niezbyt przyjemne. Ciekawe jak z innych krajów? Poprzednio dużo tzw. skośnookich było. Może nie wszystkie nację mają taką schizę na punkcie zagrożenia. Dla mnie to jest to sztucznie nakręcanie, ale nie pora na takie rozważania…

Może do moich wynurzeń i przygotowań się oderwę i zacznę pisać o tym, co się działo dzisiaj. Mam nadzieję, ze to będzie ciekawsze i póki mi jeszcze nie wywietrzało z pamięci. A działo się sporo, więc po kolei.
Samolot miałem o 9,20 z W-wy. I powstał problem, bo dostać się do stolicy z mojej mieściny w nocy praktycznie niemożliwe. Trzeba na to poświęcić całą noc. Myślę oczywiście o środkach komunikacji publicznej. Wykorzystując z lekka możliwości służbowe wyjechałem ciężarówką, (jako pasażer oczywiście) o g. 1,00. Kierowca bardzo przyjemny i uczynny człowiek. Gadaliśmy całą drogę i czas szybko mijał. Ale żeby nie było za pięknie po ok 100 km auto zaczęło słabnąć…. Facet na to, że on ten samochód tak ma i mechanicy nie wiedzą, co jest… Postaliśmy na stacji benzynowej z 10 min i dalej w drogę. Auto odżyło, ale mnie się ciepło zrobiło. Czasu w zapasie sporo, ale brak alternatywy….
Manewr powtarzaliśmy jeszcze dwa razy i szczęśliwie ok 5,00 znalazłem się na Żeraniu, a auto pojechało dalej.

Wpierw autobusem, potem tramwajem dotarłem ze swoimi bagażami do dworca śródmiejskiego. Przy okazji na własne oczy zobaczyłem najsłynniejszą ostatnimi czasy działkę w Polsce.
Wędrując od tramwaju do dworca odczułem na własnych ramionach brzemię, jakie ciągnąłem ze sobą. Niby miał być limit, czyli 23kg, ale szczerze zacząłem w to wątpić… I jak to bywa w takich przypadkach zaczęły mnie nawiedzać czarne myśli, co będzie przy odprawie. Po raz pierwszy leciałem swssem i nie miałem pojęcia jak mnie, a raczej mój nadbagaż potraktują. Nie po raz pierwszy podróżowałem z ponadnormatywnym bagażem, ale to było na lotach czarterowych i za pomocą różnych wybiegów udawało mi się uniknąć płacenia za dodatkowe kg. A ceny niskie nie są. W ub. roku już było nieciekawie, ale dobrzy ludzie pomogli i się razem odprawiliśmy. A co będzie tym razem? Całą drogę w kolejce podmiejskiej na lotnisko rozmyślałem. Cóż uroki podróży, no i skutki mojego dobrego serca, bo ok 4-5 kg to były rzeczy nie dla mnie.

Liczyłem na swoją szczęśliwą gwiazdę i…. Się nie przeliczyłem. Pierwszy bonus po wyjściu z kolejki trafiłem na wózek, więc obciążanie pleców odpadło. Na pierwszej napotkanej czynnej wadze sprawdziłem bagaż. Główny 26kg podręczny 12kg. W sumie dwa kanistry paliwa targałem ze sobą…
Okazało się, że odprawa na mój lot się rozpoczęła wiec wędrowałem przez całe lotnisko do odpowiedniego stanowiska z duszą na ramieniu. Przy stanowiskach zero ludzi. Chyba byłem jednym z pierwszych. Młody pan zdawał się nie zwracać uwagi na wyświetlone cyferki. O podręczny tylko zapytał czy mam. Odprawę zrobiłem przez Internet, więc apogeum stresu trwało tylko tyle ile to było konieczne. Wylewnie podziękowałem i chodu do kontroli żeby nie zmienił zdania.

Standardowe procedury też przeszedłem nie bez przygód.
Na rentgenie siedziała chyba jakaś świeża babka i zatrzymała taśmę przy moich automatach nurkowych. Wezwała dwóch kolegów do pomocy, no i oczywiście cofanie, wypakowywanie sprzętu i dalej jak po maśle. Jak się pakowałem podszedł jeden z kontrolerów i stwierdził, ze już dawno nie widział takiego sprzętu i stąd to zamieszanie. Czyżby nurkowie przestali latać? Nie wydaje mi się.
Po ok 2 godz. oczekiwania kolejna niepewność. Samolot z Zurychu spóźniony. Przyleciał w momencie, w którym wg planu miał wylatywać… A ja na przesiadkę miałem 45 min w Zurychu. Maiłem za to okazję obserwować pracę bagażowych i to, jak traktują nasze walizki. Utwierdziłem się w przekonaniu, ze nie warto inwestować w walizki. I na tym stwierdzeniu poprzestanę darując sobie szczegóły. Najzwyklejsza torba, rozumne pakowanie i folia stercz.

W samolocie kolejna niespodzianka, również niezbyt miła. Tradycyjnie do samolotu wszedłem, jako jeden z ostatnich. Miałem fajne miejsce 10C. Samolot był mniejszy jakiś Airbus z trzema siedzeniami z jednej strony i dwoma z drugiej. Moje miejsce było przy podwójnym, przy oknie za wyjściem awaryjnym wiec więcej miejsca na nogi. Przechodzę do tyłu a tu wszystkie miejsca zajęte, moje też…
I co o tym sądzić? Nie mój samolot? Niemożliwe.

Na moim miejscu siedzi jakaś blondi i do koleżanki mówi coś w stylu, to on patrzy tutaj. No i wyskakuje z prośbą abym siadł na jej miejscu, bo ona tu z koleżanka jest. Zdziwienie mnie ogarnęło i pytam „why?” A ona na to, że mnie bardzo prosi i perlisty uśmiech. Nie było czasu ani nie miałem ochoty na dyskusje, więc się zgodziłem. A miejsce dostałem….. Na samym końcu przy przejściu. Kicha, ale co było robić? Pomyślałem sobie, ze to cena za to, że mi się pofarciło z bagażem, no i niech tak zostanie. W sumie to tylko 1,5 godz. lotu. A samolot super. Nowiutki, czyściutki i miejsca na nogi o wiele więcej niż zazwyczaj. Do tego siedzenia super wyprofilowane i bardzo wygodne.

Po drodze jeszcze sobie pomyślałem, ze spełniłem dobry uczynek i może on do mnie kiedyś wróci. Nie przypuszczałem nawet przez chwilę jak szybko to nastąpi. Do tego w tyle głowy miałem myśli o tym czy zdążę z przesiadką. Na jakimś folderze znalazłem plan lotniska w Zurychu i wypatrzyłem jakąś kolejkę do terminalu E. No, ale jaki miałem wpływ na to wszystko, żaden. A incydent z zamiana miejsca był dla mnie w tym momencie mało istotny.
W samolocie nad wyraz dużo Polaków. Wszyscy mili uśmiechnięci i kulturalni nad podziw… No może za wyjątkiem dwóch pakerów z kobietami, którzy już w poczekalni rozpracowywali rudą z colą w kubkach po kawie. Jakież to polskie…, Ale wszystko cichutko i kulturalnie. W samolocie siedzieli w tym samym rzędzie (dwoje), co ja, ale potulnie jak baranki, wiec nie ma się, co czepiać. Trochę czytałem, słuchałem muzyki i kimałem.

Jak się okazało sporo ludzi leciało tym samolotem w celu przesiadki? Mój sąsiad do Dubaju i kilkoro Polaków do USA i wszyscy mieli połączenia na styk. No i wszyscy siedzieliśmy z tyłu. W związku z tym jeszcze przed lądowaniem prosiłem stewardesę czy by mi nie pomogła szybciej wysiąść, bo mam ok 20 min na przesiadkę. Prosiła abym się nie denerwował, wzięła mój bilet i poszła do kabiny pilotów. Po kilku min wróciła i powiedziała abym się nie martwił, bo będą czekać na mnie. To się nazywa obsługa… Trochę mnie to uspokoiło, ale zawsze jakaś doza niepewności pozostała. Ewakuacja z samolotu przebiegła bardzo sprawnie. Stewardesa podała mi numer wyjścia, do którego mam się kierować. No i tempo, bo mi się nie uśmiechało jeszcze tracić całego dnia albo wielu godzin w przypadku spóźnienia. Zasuwałem jak motorek, na szczęście nie miałem zbyt ciężko, jedynie podręczny bagaż.

Oznakowanie bardzo dobre, kierowałem się do wyjścia A62 tak mi powiedziała stewardessa. Zresztą większość ludzi z tego samolotu szła w tym samym kierunku. Lotnisko potężne, wiele sklepów i stoisk z zegarkami i czekoladkami, jakżeby inaczej? W drodze powrotnej będę miał aż nadto czasy, aby sobie pooglądać…
Bez problemów dotarłem do celu, a tam stoi babka z komputerem, sprawdza mój bilet i …. Zapisuje na nim E62 a już wiedziałem, że E to ta część, do której trzeba jechać kolejką. Dostałem od tej kobietki informację abym szybko szedł tam, bo mam tylko 20 min „ no duty free, you havy only 20 min”

Leki stresik się mnie trzymał, jak to w nieznanym otoczeniu, ale co było robić, jalla jalla i do przodu. Oznakowanie perfekcyjne, więc nie traciłem czasu na zastanawianie się. Strzałki doprowadziły mnie oczywiście do kolejki. Tylko dzięki temu, że nie korzystałem, jak większość z ruchomych schodów, tyko zasuwałem na nogach w ostatnim momencie udało mi się wsiąść do wagonu. Bardzo cicha i delikatna forma transportu. Przejazd nie trwał dłużej niż 3 min. Jeszcze kilka min i znalazłem się przy wejściu E62. Na miejscu jedynie obsługa. Podałem bilet i wszyscy troje, jak na komendę zaczęli patrzeć w swoje komputery i rozmawiać ze sobą.

[ Dodano: 29-10-2016, 07:54 ]
Prawie 550 odsłon ciekawe ilu takich, co przeczytali.... :?;

Sorki za przerwę ale dużo się działa. Teraz jestem w Sharm. Wieczorem lot, ale wietrzę problemy, obym sie mylił... :co:

Wspomnieniami wracam do przylotu, bardzo miłego zresztą :pa:

[ Dodano: 29-10-2016, 07:58 ]
Praktycznie nic nie udało mi się zrozumieć za wyjątkiem mojego nazwiska podawanego przez głośniki i słowa „business class”. Coś miłego przemknęło mi przez myśl… Wydrukowali mi nowy bilet i jedna z kobitek w nienagannym uniformie poprosiła abym z nią poszedł. Na bilecie ręcznie wpisała 3C i powiedziała, że mam nowe miejsce. Nie trudno było zgadnąć, że o wiele lepsze, bo początkowo miałem miejsce 26c w przedostatnim rzędzie. W sumie Ok.

Samolot na oko starszy od poprzedniego, ale większy, Airbus 320. Zająłem miejsce, czekali tylko na mnie i pierwsze, co mnie zaskoczyło to wyjątkowo dużo miejsca na nogi i puste miejsca. Gdy pakowałem bagaż, moja sąsiadka, bardzo dystyngowana kobieta, prosiła abym jej niebieską garsonkę położył na wierzch, co oczywiście uczyniłem. Nie zdążyłem od razu się rozejrzeć i zorientować, że… znalazłem się w klasie biznesowej. Oczywiście żadna tajemnica, że spotkało mnie to po raz pierwszy w życiu, ale czy ostatni? Zobaczymy… Moje samopoczucie się bardzo poprawiło, choć złe nie było gdyż udało się szczęśliwie dotrzeć do samolotu. Jeszcze nie do końca świadomy gdzie jestem, zrobiłem oczy jak 5 zł, gdy stewardessa zapytała, czego się napiję?

W poprzednim samolocie byliśmy częstowani napojami, więc zapytałem, co mają? I tu moje uszy zaczęły pieścić słowa w stylu szampania, wain, beer. Poprosiłem o białe wino i wodę. No i w tym momencie dotarło do mnie, jakiego farta mam. Pierwsza myśl była taka, że to rekompensata za moją grzeczność w poprzednim locie. Z pewnością coś w tym musi być… A tak naprawdę to wg mnie wszystko zależy od naszego postrzegania. A na urlopie wiadomo, trzeba widzieć szklankę do połowy pełną, bo inaczej to w najatrakcyjniejszym miejscu można mieć spieprzony urlop…


Można by tu pociągnąć ten wątek nastawienia urlopowego, bo to mój konik, ale może innym razem…
Dalsza podróż mijała w sielskiej atmosferze, choć byłem chwilami skonfundowany, bo ludzie dookoła mnie posługiwali się wieloma językami, a ja nie bardzo wszystko łapałem. Z pomocą przychodziła obsługa, która do wszystkich mówiła bardzo wyraźnie po francusku, niemiecku, te języki dominowały i oczywiście angielsku.


Lekkim zaskoczeniem było dla mnie jak sprytnie został zorganizowany temat klasy biznes w samolocie jednopokładowym. Pierwsze 15 rzędów było oddzielonych od reszty pokładu przepierzeniem i tych 90 wybrańców miało swoją toaletę i swoją obsługę, no i swoje standardy. Np. w łazience, która rozmiarami była standardowa, stały zestawy kosmetyków, odświeżacze, a nawet jednorazowe szczoteczki i pasta do zębów. Bardzo to wszystko klasowe i eleganckie, obsługa na każde życzenie, ale szczerze mówiąc nie czułem się tu komfortowo… Po prostu moje wymagania, doświadczenia życiowe nie przyzwyczaiły mnie do takich warunków. Ale cóż, jeśli wejdziesz między wrony (to raczej bardziej adekwatne by było porównanie do pawi) to wiadomo, kraczesz jak one, albo milczysz….

Początkowo przyjąłem te drugą opcję, ale potem, zapewne dzięki kilku kieliszkom białego wina rozkręciłem się i byłem najbardziej aktywny z tej „elity”. No może za wyjątkiem dwójki szwajcarskich dzieci siedzących przede mną z rodzicami. Dzieci oczywiście bardzo poukładane, dziewczynka i chłopiec w wieku 5-7 lat, ale jak to dzieci w podróży zaczęły się nudzić i z czasem marudzić. A wtedy ja wkroczyłem do akcji…, Ale o tym za chwilę.


Zarówno w pierwszym jak i drugim samolocie bardzo fanie rozwiązali sprawę szkolenia w zakresie bezpieczeństwa, czyli tak zwanego steward show – właśnie wymyśliłem to określenie…
Monitory nad siedzeniami to już standard, więc w trakcie kołowania wyświetlana jest na nich animacja jak się zachowywać w trakcie ewakuacji. Wiadomo, że obrazki są ponadjęzyczne i zrozumiałe dla wszystkich, a obsługa nie musi odstawiać przedstawienia.

Początkowo skupiłem się na słuchaniu muzyki, oglądaniu filmików z poprzedniego wyjazdu. Moja sąsiadka często dyskutowała z obsługą. Bez problemu się porozumiewała po niemiecku, francusku i angielsku. Dzieci przede mną nadawały po francusku. Reszta raczej była zajęta sobą. Takie trochę bufonowate towarzystwo. Chwilami się zastanawiałem, co ja tu robię.. Ale kolejne przyjemne doświadczenie życiowe miałem. Dosyć szybko, po 3 winkach, albo tak mi się zdawało zaczęto przyjmować zamówienia na posiłek.

I tu kolejne wyzwanie, co wybrać? Nie było karty tyko obsługa każdemu przedstawiała ofertę słownie. To takie bardziej eleganckie i szacowne…, Ponieważ rozpocząłem od białego wina to wypadało zamówić coś pasującego. Wybrałem jakieś danie warzywne, a reszta niech pozostanie niespodzianką. Nie mam zbyt miłych doświadczeń z jedzeniem w samolotach. Pamiętam czasy, gdy i na czarterach serwowano jedzenie, ale to było dla mnie delikatnie mówiąc słabe. Przetworzone, podgrzewane, o smaku nie wspomnę. Kiedyś nawet miałem atrakcje żołądkowe po takim jedzonku.


Po przyjęciu zamówień, a właściwie w trakcie rozpoczął się rytuał przygotowań. Każdy dostał biały obrusik na stolik i pięknie zapakowane w serwatkę dwa komplety sztućców. Klasa normalnie.
Trochę to trwało, ale przywędrowała do mnie taca z jedzeniem. A na niej całe bogactwo. Ilości niewielkie, ale wyglądało bardzo apetycznie i takie było. Porcja ciemnego ryżu, dwa kawałki szyki zwinięte w piramidkę z oliwka w środku i zapiekane warzywa (marchewka, cukinia, bakłażan i patison. Do tego oddzielna miseczka z potargowanymi warzywami i sałatami różnej maści. Wybór bardzo dobry. Do tego kilka pojemniczków z czymś wewnątrz. Otworzyłem pierwszy, który okazał się śmietanką, pudlo. W malutki słoiczku był fantastyczny sos, który nadał smak warzywom i sałatce. Poradziłem sobie z tym jedzeniem całkiem sprawnie, choć akurat w tym czasie trafiliśmy na turbulencje. Nie były one zbyt silne, ale czasami ryż z widelca spadał w drodze do ust.
Po zjedzeniu z zaskoczeniem stwierdzili, ze właściwie się najadłem.


A jeszcze w trakcie aperitifu chłopaczek siedzący w tym samym rzędzie, co ja, ale po drugiej stronie pod oknem na super komputerku aplowskim oglądał film. Zamówił sok pomidorowy, który po pewnym czasie w części wylądował na jego obrusie i wypasionej klawiaturze. Szkoda takiego komputera. Zrobiło się lekkie zamieszanie i aż dwie stewardessy wymieniały mu zastawę a on sam czyścił sprzęt. No cóż wypadki chodzą po ludziach, ale komputerka szkoda, fajny taki amerykański….
Po zjedzeniu obsługa zaczęła chodzić do pasażerów z tackami, na których były gorące potrawy wg zamówienia. Moja sąsiadka dostała jakieś mięso, głupio by było się przyglądać wiec dokładnie nie wiem. Każdym bądź razie była niezadowolona, bo to nie było to, co zamówiła. Trochę porozmawiała z stewardessą, po francusku, więc prawie nic nie kapowałem, zresztą nie wypada podsłuchiwać, szczególnie w takim towarzystwie.


Jakie było moje zdziwienie, gdy po chwili ta sama miła pani zapytała, co zamawiam na gorąco, bo koleżanka zapomniała mnie zapytać? Znowu oczy jak pięciozłotówki i mina do dobrej gry. Tak mi się wydawało…, Aby mieć chwile na zastanowienie zapytałem, co mają. Z jej ust poleciała lista różnych mięs, wiec zapytałem czy mają coś bezmięsnego. Padło na zapiekany makaron. Niespodziewanie (jakieś 10 min) szybko do mnie dotarła do mnie taca z bardzo aromatycznym daniem. Makaron w kształcie pierożków zapiekany z serem, pomidorami i bazylią. Pachniało niesamowicie i podobnie smakowało. Zaskoczenie totalne. Więc jednak można… Jedynie temperatura sprawiła mi przykrą niespodziankę, ale wiadomo podgrzewane dania zawsze gorące jak cholera. Czułem się jak w porządnej restauracji z kelnerami na każde skinienie.


Nie był to oczywiście koniec.. Po sprzątnięciu naczyń serowano kawę lub herbatę, wina nie serwowano… Kawa rozpuszczalna, ale OK nie taka oszczędnościowa, jaka serwują za kasę w czasie lotu. Do kawy pierniczki, no i na koniec oczywiście szwajcarskie czekoladki. Tu zdałem się na gust pani i zapytałem, którą ona poleca. Była pyszna, zapewne jak i pozostałe…


Po jedzeniu nos w komputer. Dzieci przede mną zaczęły marudzić. Już tablety, telefony, kolorowanki (od obsługi) już nie pomagały, więc zawołałem dziewczynkę gestem do siebie i pokazałem jej filmik z ub. roku z rafy, który Joto zmontował. Małej oczy się zaświeciły i przez dobre pół godziny oglądali oboje te i inne filmiki. Nawet kilka słów po francusku udało mi się przypomnieć. Rodzice byli bardzo wdzięczni za mój gest. Ma facet siostrę w Dharm i do niej lecą. Moja sąsiadka z uznaniem stwierdziła, że uczyniłem dzieci szczęśliwymi. Był to dla mnie duży komplement. Przy wysiadaniu z samolotu mała Jackline zerkała na mnie i się uśmiechała miło. Na coś się przydałem. Cała rodzina życzyła mi udanego urlopu i udanych nurkowań, rozmawialiśmy o tym trochę.


………………………
Lotnisko w Sharm to nie to samo, co Zurych. Znajome kąty. Wszystko poszło standardowo. Trochę czekania na bagaż. Czas ten spożytkowałem bardzo efektywnie. Jak Egipt Egiptem taksówkarze za przewóz z lotniska wymyślają bajońskie stawki. Od dawna chodził mi po głowie pomysł, aby skorzystać z uprzejmości rezydentów w tym zakresie. Przeważnie autobusy czy busy jeżdżą z kilkunastoma lub kilkoma turystami i jeżdżą prawie po całym mieście. Kiedyś rozmawiałem na ten temat z ludźmi mieszkającymi w Hurghadzie, ale twierdzili, że praca rezydenta jest bardzo ceniona i za coś takiego mogą wylecieć z roboty. Ale to przecież to Egipt, tu nie ma rzeczy niemożliwych… Druga sprawa dopóki nie spróbujesz to się nie przekonasz.

Popatrzyłem na kilka grupek miejscowych czekających na swoich turystów. Przeważnie stali po kilku w grupkach i do takiej grupki raczej nie ma, co podchodzić. Jest ich kilku i zapewne taka prośba spotkałaby się z odmową. Chociażby ze względu na kolegów. Wyparzyłem siedzącego samotnie chłopaka z teczka z TUI. Wglądał dosyć przyjaźnie, więc zapytałem bez ogródek czy mógłby mnie zabrać do miasta. Zapytał, do jakiego hotelu i powiedział ze to będzie kosztować 5euro. Przeszliśmy, więc do szczegółów, bo miałem w planie jeszcze odwiedzenie sklepu wolnocłowego i zrobienie porządku z moimi kartami sim, a bagażu jeszcze nie było.

Umówiliśmy się, że będę czekał na niego przy wyjściu. Gdy na taśmie w końcu ujrzałem swoją torbę utwierdziłem się w przekonaniu, że jednak foliowanie bagażu to super sprawa. Co raz częściej widzę ludzi ze specjalnymi pokrowcami na walizki czy plecaki, ale folia jest folia. Wózek na szczęście był do dyspozycji, więc bez większego wysiłku prosto do wolnocłowego. Po drodze spotkałem rezydenta, który miał mnie zabrać. Powiedziałem, że jeszcze z 15 min bo muszę katy do tel sprawdzić. On na to, że tam mi zejdzie bardzo długo, a on już ma swoich turystów. Poszliśmy, więc do busa, w którym już siedziały dwie starsze niemieckie pary.


Kierowca zapakował moje bagaże i rezydent znaną gadkę powitalna wstawiał. Normalnie traktowany byłem jak gość biura. Sprytne wyjście. Potem wszystko poszło jak po maśle i wylądowałem w Hotelu Aida. Byłem zbyt zmęczony na zwiedzanie hotelu i późno było, więc szybki prysznic i spać. Rano wycieczka na Odl Market, małe zakupy, koniecznie asab, popatrzę na stare katy i ok południa na dworzec. Co godzina jest autobus do Dahabu.


Hotel jest pięknie położony. Na wzgórzu przy samym Old Markecie. Już w ub roku myślałem o tym by tu zamieszkać. Obserwowałem go w necie i mieli, zresztą jak większość hoteli promocje. Po przyjeździe zrozumiałem, dlaczego tak się dzieje i ceny za hotele lecą za łeb. Aby to zrozumieć nie trzeba się wznosić na intelektualne wyżyny. Taka ilość hoteli w tym mieście i każdy chciałby funkcjonować. I widać to na każdym kroku. Jedyny pozytyw to to, że obsługa jest przemiła i uczynna. Prawie 100% gości to Arabowie. Ciekawe jak jest w innych hotelach, bo jak się czyta w opiniach to wręcz odwrotnie. Nie miałem tu, w tym hotelu żadnego wyżywienia i chyba dobrze, bo stołówka i zapachy z niej nie były zachęcające. Pokój a raczej jego wyposażenie i stan też zachęcające nie są.
Otoczenie za to otoczenie i widoki na miasto zapierają dech w piersiach. Tak sobie właśnie to wyobrażałem.


Wycieczka do Old Market też nie zaskoczyła. Wielkie zmiany. Chyba Sharm pozazdrościł Hurghadzie ogromnego i pięknego meczetu i też budują, ale w całkowicie odmiennym stylu. W ub. roku zachwyciła mnie ta budowa. To, co zobaczyłem w tym roku przeszło moje oczekiwania. Przez rok odwalili kawal roboty. Chyba kruszej mit o ciągnącym się latami egipskim budowaniu. Może ta zasada nie dotyczy budowli sakralnych. Coś mi to przypomina….



Burzą okoliczne budynki ze sklepami i w tym miejscu będzie…. Plac przed meczetem. Zaskoczenie totalne i wygląda niesamowicie. Łaziłem jak zaczarowany, a jak wszedłem do środka to normalnie szok. O wiele ładniejszy niż w Hurghadzie. Początkowo miałem obawy czy mnie nie wyproszą, bo to jak by nie było plac budowy. Ale nikt nie zwracał na mnie uwagi. Myszkowałem po całej budowie, robiłem zdjęcia, zagadywałem pracujących tam ludzi i podziwiałem z jednej strony ich kunszt, a z drugiej prymitywne warunki pracy. Mam niesamowite fotki z tej budowy.
Odwiedziłem również mój ulubiony sklep Mida. Dalej robi na mnie wielkie wrażenie. Coś magicznego w nim jest, choć większość rzeczy to chińskie badziewie, ale jest sporo rodzynków. Mido mnie poznał, ale miał sporo klientów, więc nie przeszkadzałem.


W drodze powrotnej małe zakupy i spacerek po sklepach spożywczych. To, czego nie cierpię w domu tutaj sprawiało mi frajdę. No i druga strona to orientacja w cenach, która tu jest niezbędna. Przy okazji znalazłem drogę na skróty do hotelu. Nie wiem czy kiedyś się przyda, ale zobaczymy. Jestem bardzo ciekaw efektu końcowego budowy meczetu. Jestem pod jego ogromnym wrażeniem.
Ale wystarczy tych rozważań, bo czas realny mi ucieka i nie dam rady wszystkiego opisać tak, jak bym chciał. Bardzo bym chciał zatrzymać te chwile na długo w pamięci, ale czas robi swoje. Szczególnie detale umykają, a to one są kwintesencją tego, czego człowiek doświadcza.
Co by nie robić zacierają się w pamięci, ale trudno, jadę dalej, czyli do Dadabu.
 
 
Jan Dudzinski 


Stopień: MASTER INSTRUCTOR
Kraj:
Egypt

Dołączył: 13 Wrz 2003
Posty: 471
Skąd: SHARM EL SHEIKH
Wysłany: 20-11-2016, 14:08   Re: Dahab 2016

dariusznow napisał/a:
No to zaczynamy kolejne podejście do moich wrazeń .......jadę dalej, czyli do Dadabu.


Witaj, mimo, ze tu jestem i mam to na codzień przeczytałem z niekłamaną przyjemnościa Twój opis...
Masz talent...

Serdeczne pozdrowienia z Sharm i Dahab gdzie jak wiesz jest i był zupełny spokój.

Janek
Ostatnio zmieniony przez Jan Dudzinski 20-11-2016, 14:10, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
dariusznow 


Stopień: aowd
Kraj:
Poland

Wiek: 55
Dołączył: 05 Sty 2011
Posty: 215
Skąd: Mrągowo
Wysłany: 21-11-2016, 23:33   

komplet filmików z ub roku z Dahabu i Sharm

zapraszam do oglądania

https://www.youtube.com/watch?v=i2mmt8sj7_g

https://www.youtube.com/w...tHZ06Gja4&t=86s

https://www.youtube.com/watch?v=JzmszrRY0Uw

https://www.youtube.com/watch?v=53mhKSlfAaY
 
 
Jan Dudzinski 


Stopień: MASTER INSTRUCTOR
Kraj:
Egypt

Dołączył: 13 Wrz 2003
Posty: 471
Skąd: SHARM EL SHEIKH
Wysłany: 24-11-2016, 09:58   

dariusznow napisał/a:
komplet filmików z ub roku z Dahabu i Sharm

zapraszam do oglądania

https://www.youtube.com/watch?v=i2mmt8sj7_g

https://www.youtube.com/w...tHZ06Gja4&t=86s

https://www.youtube.com/watch?v=JzmszrRY0Uw

https://www.youtube.com/watch?v=53mhKSlfAaY



Mialaeś wtedy stopień OWD prawda?
A na jakiej głębokości byłeś np. Canyonie ze swoim Egipskim przewodnikiem z Planet Divers oraz partnerem - również OWD nurkuacym bez przerwy w ciężkim stresie lub mającym DUŻE problemy ze zdrowiem...
Ostatnio zmieniony przez Jan Dudzinski 24-11-2016, 09:59, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
dariusznow 


Stopień: aowd
Kraj:
Poland

Wiek: 55
Dołączył: 05 Sty 2011
Posty: 215
Skąd: Mrągowo
Wysłany: 24-11-2016, 12:38   

Jan Dudzinski napisał/a:
Mialaeś wtedy stopień OWD prawda?


nieprawda
 
 
Jan Dudzinski 


Stopień: MASTER INSTRUCTOR
Kraj:
Egypt

Dołączył: 13 Wrz 2003
Posty: 471
Skąd: SHARM EL SHEIKH
Wysłany: 26-11-2016, 09:39   

dariusznow napisał/a:
Jan Dudzinski napisał/a:
Mialaeś wtedy stopień OWD prawda?


nieprawda


Napisz dlaczego wtedy wraz z przewodnikiem z Planet Divers byłeś na tyle odważny aby nurkując poza limitami narażać siebie i partnera (z wyjatkowym zużyciem powietrza - problemy ze zdrowiem czy taki CIĄGŁY stres?) a juz teraz nie starcza aby o tym napisać - i DLACZEGO tak postepowałeś?
Nastepne pytanie (kurs OWD): czy WIDZIAŁEŚ certyfikat - ważny, że przewodnik Planet Divers jest naprawdę Divemasterem czy też instruktorem?
 
 
dariusznow 


Stopień: aowd
Kraj:
Poland

Wiek: 55
Dołączył: 05 Sty 2011
Posty: 215
Skąd: Mrągowo
Wysłany: 26-11-2016, 18:11   

Nie bardzo wiem do czego zmierzasz, Janie.

Na pisz wprost o co Ci chodzi, postaram sie odpowiedzieć. Akurat w Planet wszystkie nurkowania były typowo rekreacyjne i z tego, co pamietam max w okolicach 30m, do sprawdzenia

Osobiscie jest mi bez różnicy czy nurkuje z divemasterem czy instruktorem i nie mam w zwyczju kontrolowania ich uprawnień, bo i po co?
Ostatnio zmieniony przez dariusznow 26-11-2016, 18:14, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Mucha 


Kraj:
Netherlands

Dołączył: 05 Paź 2011
Posty: 351
Skąd: GA
Wysłany: 26-11-2016, 18:55   

Gość który naraża życie nurków zostawiając ich na pełnym morzu, próbuje wbijać szpile konkurencji.. no jaja panie :aaa:
 
 
Jan Dudzinski 


Stopień: MASTER INSTRUCTOR
Kraj:
Egypt

Dołączył: 13 Wrz 2003
Posty: 471
Skąd: SHARM EL SHEIKH
Wysłany: 26-11-2016, 21:24   

dariusznow napisał/a:
Nie bardzo wiem do czego zmierzasz, Janie.

....... nie mam w zwyczju kontrolowania ich uprawnień, bo i po co?


Chciałem coś napisać o bezpieczeństwie ale wyniknie z tego tylko pyskówka. Nie miedzy Tobą a mną...

"Kibice" czekają w napieciu gdzie by tu swoje trzy grosze wtrącić.
Pyskówka to jedyne co potrafią ci "nurkowie".

Nie ma mozliwości plucia?
Absolutna CISZA na forum.
"Spece " wtedy nie istnieją
 
 
dariusznow 


Stopień: aowd
Kraj:
Poland

Wiek: 55
Dołączył: 05 Sty 2011
Posty: 215
Skąd: Mrągowo
Wysłany: 27-11-2016, 19:44   

Jan Dudzinski napisał/a:
Chciałem coś napisać o bezpieczeństwie ale wyniknie z tego tylko pyskówka. Nie miedzy Tobą a mną...


Są tu sami dorośli mający jakieś pojęcie o bezpieczeństwie więc temat ten z załozenia jest "pyskogenny"

Wg mnie z Planet było bezpiecznie
 
 
grol 



Stopień: CMAS P2, SS, Nitrox
Kraj:
Poland

Wiek: 49
Dołączył: 05 Kwi 2009
Posty: 938
Skąd: Ruda Śląska
Wysłany: 27-11-2016, 19:59   

dariusznow napisał/a:
Są tu sami dorośli mający jakieś pojęcie o bezpieczeństwie więc temat ten z załozenia jest "pyskogenny"

Działalność Jana wygląda na rozpaczliwą próbę działań marketingowych, które, ze względu na nagromadzony ładunek emocjonalny i nieuregulowany stosunek do alkoholu, skutkują publikacją treści całkowicie antyskutecznych. Lubię egipskie klimaty i, gdybym ich nie znał z realu, jego działalność skutecznie by mnie do Egiptu zniechęciła, a jeszcze bardzie do SSI...
Ostatnio zmieniony przez grol 27-11-2016, 19:59, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
adamjoker 

Stopień: PE+PN1
Kraj:
Poland

Wiek: 46
Dołączył: 09 Sie 2012
Posty: 138
Skąd: Mazury
Wysłany: 28-11-2016, 00:49   

Nurkowalem w Planecie i w 3Will. Z nimi poszedlbym pod wode nawet z butla od kuchenki gazowej. Z Janem balbym sie otworzyc nawet butelki wody gazowanej. Ot i cala skutecznosc marketingu Pana Jana. Przez wtracanie gdzie sie da ochow i achow nad soba i udowadniania jakie to nurkowanie w Polsce i w Egipcie z innymi bazami jest zle zniechaca do siebie wszystkich. Stare przyslowie perskie mowi - jesli ktos ci powie ze jestes oslem, nie przejmuj sie, ale jesli wszyscy ci to mowia idz kup sobie siodlo.

[ Dodano: 28-11-2016, 00:50 ]
Przepraszam za OT. Darek - dawaj następne relacje. Czekam z niecierpliwoscia co tam slychac w Dahabie.
 
 
Jan Dudzinski 


Stopień: MASTER INSTRUCTOR
Kraj:
Egypt

Dołączył: 13 Wrz 2003
Posty: 471
Skąd: SHARM EL SHEIKH
Wysłany: 28-11-2016, 08:41   

grol napisał/a:

Działalność Jana wygląda na rozpaczliwą próbę działań marketingowych,.


To, że jesteś małomądry udowodnił Ci w prosty sposób i to wielokrotnie Anarchista.

Przypomnę co pisałem NA TEJ liście dawno temu:

w tym roku i min. do połowy następnego możecie sobie pooglądać Sharm na YouTube. I to wszystko. Bo nurkować tu NIE BĘDZIECIE.
To moje słowa.

Bo lotów nie ma i nie będzie. Tak się boicie.

Tak pisałem DAWNO.
Czy coś się zmieniło?

A więc co również pisałem podejrzewanie mnie o "marketing" przez forumowe osiołki raczej nie ma sensu.

POWTÓRZĘ WAM OSIOŁKI: LOTÓW Z POLSKI OD ROKU DO SHARM NIE BYŁO.
I nie zapowiada się aby znowu masowo ruszyły.

Na razie zbierają ludzi na termin za prawie miesiąc.
A ponieważ dla większości z Was główną rolę gra CENA inne opcje przylotu nie wchodzą w grę.
I jest to również "tajemnica" popularności niektórych baz.
Tak jak napisał autor tego wątku - czym kierował się przy wyborze baz tutaj.

Przypomnę:

gdy osoba odpowiedzialna za rodzaj towarów w sieci gigantycznych supermarketów w Polsce powiedziała szczerze, że na polski rynek zamawia prawie wyłącznie najtańsze produkty - bo takie są preferencje Polaków podniósł się raban.
Jak on śmie coś takiego pisać i, hi,hi "obraża Polskę i Polaków".. Bo Polacy są zainteresowani TYLKO produktami najwyższej jakości z górnej półki, I że usunąć go z firmy..
A on po prostu powiedział to co ma na monitorze komputera z obrotami na poszczególnych towarach.
Co się w sieci sprzedaje a co nie. Prosta sprawa? Prawda?

Ale może się mylę?
Ilu z Was nurkowało w tym roku w Sharm?
A ilu z tych co zaklinało sie tutaj iż "ze mną nie chcą nurkować"?

Przynajmniej by mogli przystapić do konkursu trwającego od lat (również instruktorzy). Odpowiedz na pytanie z kursu OWD i nurkuj samodzielnie z partnerem przez cały dzień - bez limitu za darmo - szczegóły - dział reklama na tej liście.

Bylibyscie pierwsi. Tak dzielnie pokrzykujecie na forum.
A jeszcze ŻADEN Polak nie odważył się PODEJŚĆ do "egzaminu" hi, hi JEDNO PROSTE PYTANIE. Losowe.
NIGDY. A promocja trwa od lat.
Powinienem ją zawiesić. Ale nie zrobie tego.
Bo jest to symbol tego co SAMI NAPRAWDĘ myślicie O SWOICH UMIĘJETNOSCIACH I WIEDZY.

[ Dodano: 28-11-2016, 10:07 ]
dariusznow napisał/a:
Jan Dudzinski napisał/a:
Chciałem coś napisać o bezpieczeństwie ale wyniknie z tego tylko pyskówka. Nie miedzy Tobą a mną...


Są tu sami dorośli mający jakieś pojęcie o bezpieczeństwie więc temat ten z załozenia jest "pyskogenny"

Wg mnie z Planet było bezpiecznie


Nie miałem zamiaru pisać o Planet ale ogólnie w Egipcie...
I tak jak w SSI przystało na podstawie MOICH doświadczeń, NAOCZNYCH obserwacji.
Bo, że czasami jest jak jest SAMI (nurkowie - klienci) jesteśmy sobie winni.
Ale temat zakończony.
Zauważ, iż mimo "sprawy nie było" "pieski" nie wytrzymały ze szczekaniem... A i pewnie inne już gotowe były...

Zauważ iż z powodzeniem właczam "ignoruj" dla określonych osobników.
Ale ci mnie tak "nie lubią" ale tego NIE zrobią.
Bo beze mnie NIE ISTNIEJĄ.
Starają się zaistnieć przez opluwanie..

Nie są w stanie poruszyć dla ogólnego dobra (i forum) JAKIEGOKOLWIEK wartosciowego tematu.

A może się mylę?
I pojawią się ciekawe tematy PRZEZ NICH poruszone?
Może dziś, jutro?

hi, hi NIE MA SZANSY...
 
 
tydzien 

Kraj:
Albania

Dołączyła: 23 Lip 2013
Posty: 10
Skąd: guam
Wysłany: 28-11-2016, 21:36   

nie moge sie oprzeć :) :) :) pokaż proszę na forum swoje zdjęcie. Czytam Cie i czytam i zastanawiam sie jak taki (cenzura) może wyglądac w realu :) ps wystarczy Twoje "mądre" ryło :)
 
 
piotr63 

Stopień: Padi
Kraj:
Poland

Wiek: 54
Dołączył: 01 Paź 2008
Posty: 61
Skąd: Szczecin
Wysłany: 02-12-2016, 18:36   

Jana facjata nie mieści się w kadrze.
 
 
dariusznow 


Stopień: aowd
Kraj:
Poland

Wiek: 55
Dołączył: 05 Sty 2011
Posty: 215
Skąd: Mrągowo
Wysłany: 02-12-2016, 20:01   

Panowie, wyluzujcie :spoko:


Czemu oczekujecie od innych czegoś, czego sami nie spełniliście? :ojoj:

Prosze tego nie traktować jako obrony Jana ale raczej zasady wzajemności :frostyangel:
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Dodaj do: Wypowiedź dla Wykop  Wypowiedź dla Facebook  Wypowiedź dla Wyczaj.to  Wypowiedź dla Gwar  Wypowiedź dla Delicious  Wypowiedź dla Digg  Wypowiedź dla Furl  Wypowiedź dla Google  Wypowiedź dla Magnolia  Wypowiedź dla Reddit  Wypowiedź dla Simpy  Wypowiedź dla Slashdot  Wypowiedź dla Technorati  Wypowiedź dla YahooMyWeb
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Administrator FORUM-NURAS uprzejmie informuje, że nie ponosi odpowiedzialności i w żaden sposób nie ingeruje w treść wypowiedzi
umieszczanych przez użytkowników na Forum. Zastrzega sobie jedynie prawo do usuwania i edytowania, w ciągu 24
godzin, postów o treści reklamowej, sprzecznej z prawem, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej
czy tez propagujących przemoc oraz treści powszechnie uznanych za naganne moralnie, społecznie niewłaściwe i naruszających zasady regulaminu.
Przypominam, że osoby zamieszczające opinie, o których mowa powyżej, mogą ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.

Serwis wykorzystuje pliki cookies, które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych.
Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania.
Korzystanie z serwisu Forum-Nuras przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz.
Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki.
Przeczytaj, jak wyłączyć pliki cookie i nie tylko
FORUM-NURAS topic RSS feed