Dołączył: 02 Lip 2003 Posty: 250 Skąd: HCM City (ex Sajgon)
Wysłany: 14-05-2010, 07:00 Filipiny - zatoka Coron i okolice
Wiem, że zatoka Coron na Filipinach nie jest czymś niezwykłym dla nurków z Polski. Tylko w czasie naszego tam pobytu widzieliśmy jedną grupę zorganizowaną i słyszeliśmy o kolejnej. Czytałem kilka wzmianek na forum o nurkowaniu w tym miejscu. Nie znalazłem jednak żadnego pełniejszego obrazu tego, czego można się tam spodziewać. A jeśli ktoś planując wyprawę do Coron Bay spodziewa się wiele, słusznie czyni.
Gdzie to jest i jak się tam dostać?
Wyspy Busuanga i Coron leżą na zachodnim wybrzeżu Filipin. Żeby tam dotrzeć najlepiej dolecieć pierwej do Manili, stolicy Filipin. Stamtąd można zaplanować dalszą podróż na dwa sposoby.
Jeśli ktoś ma dużo czasu może pokusić się o przebycie odległości dzielącej Manilę i Busuangę promem. Prom z tego co słyszałem kursuje codziennie i jest dość wygodny. Podróż zajmuje około 11 godzin i podróżni mają do swojej dyspozycji m.in. klimatyzowane sypialne kajuty. Prom wypływa około 10 wieczorem i dopływa około 9 rano. Ceny niestety nie znam. W zeszłym miesiącu ze względu na konieczne prace konserwacyjne prom nie kursował.
Jeśli ktoś czasu za dużo nie ma polecam podróż samolotem. Na Busuangę latają trzy lokalne linie lotnicze: Air Philippines, Cebu Pacific i Zest Air. Jeśli ktoś ma zwyczajowo problemy z wyborem linii może mu pomóc informacja, że każda z nich używa do obsługi tej trasy innego typu samolotu. Do wyboru mamy (wedle kolejności linii) Dash Q400 (największy i najszybszy spośród trzech), nieco mniejszego ATR-72-500 (wersja 200 obsługuje lokalne połączenia w Polsce) i najmniejszego MA-60 (chińską modyfikację wiekowego An-24, w Polsce swego czasu pieszczotliwie nazywanego Ptysiem). Lot trwa około 45 minut i kosztuje w granicach 40 USD za bilet w jedną stronę. Ceny biletów wahają się nieznacznie i jest absolutnie nieprzewidywalne w którą w danym momencie stronę.
Z lokalnego lotniska można się zabrać do portu/miasteczka Coron za pomocą autobusu podstawionego przez ośrodek do którego się jedzie, busa czatującego na pasażerów bez przydziału lub sławnego filipińskiego jeepneja. Przynajmniej jeden zawsze powinien być w pobliżu.
Jeśli ktoś planuje pozostać na Busuandze będzie „w domu”. Innych preferujących pobyt na jednej z okolicznych wysp czeka jeszcze podróż banką. To lokalna łódka z wąskim kadłubem i charakterystycznymi bocznymi sponsonami utrzymującymi ją w równowadze. Nijak nie można się oprzeć wrażeniu, że na wodzie wygląda jak wielki, pływający pająk.
Zakwaterowanie
Jak zawsze przy poszukiwaniu noclegów polecam globalną sieć. Nawet jeśli korzysta się z zorganizowanej formy wyprawy warto przecież zobaczyć gdzie się będzie mieszkało. W miasteczku jest dostępnych kilka hotelików. Przynajmniej dwa są zlokalizowane przy samej zatoce zaraz nad bardzo przyzwoitymi restauracjami i oferują piękny widok na zachody słońca. Wschody jak mniemam również jeśli ktoś ma problemy ze spaniem. Na okolicznych wyspach znajduje się kilka ośrodków o różnym standardzie. Wybór ośrodka jest o tyle ważny, że te leżące dalej od miasteczka skracają co prawda drogę do wraków, ale zmuszają do pozostania cały czas w ośrodku i korzystania z jego restauracji. Jeśli akurat szef kuchni jest przyzwoity to pół biedy. Jeśli nie... Te bliżej miasteczka położone są może mniej urokliwe, ale dają więcej możliwości kulturalno-kulinarno-oświatowych. My wybraliśmy opcję bliższą.
Ceny hoteli na Filipinach są niestety wyższe niż w okolicznych krajach. Lokalni usiłują to tłumaczyć wyspiarskim położeniem, ale nie przemawia to do mnie do końca. Phu Quoc w Wietnamie też jest wyspą i za domek podobnego standardu jak dostępny w okolicy zatoki Coron trzeba zapłacić około 30 USD zamiast 90 USD (i to po negocjacjach). Prawdziwym powodem takiego stanu rzeczy jest prawdopodobnie efekt skali. Ilość turystów przybywających do Wietnamu, czy Malezji jest znacznie wyższa niż na Filipiny. I tu się koło zamyka.
Z lokalnych ciekawostek mieszkaniowych wspomnę tylko, iż w godzinach miedzy 9 i 17 w domkach nie ma prądu. Lokalna energetyka opiera się na generatorach spalinowych i celem oszczędności w ciągu dnia się je wyłącza. Całe szczęście w restauracjach prąd (a więc i wentylatory) i bezpłatny, bezprzewodowy internet są dostępne cały dzień.
Cel naszej podróży, czyli odrobina historii
Jest rok 1944. Japońska Cesarska Marynarka Wojenna zbiera tęgie baty od Marynarki Stanów Zjednoczonych. Dzieje się to głównie za sprawą Lotniskowcowych Grup Uderzeniowych. Szybkich zespołów okrętów, których trzon stanowią lotniskowce osłaniane przez niszczyciele, a nierzadko również krążowniki czy nawet pancerniki. Nie wyciągnąwszy właściwych wniosków w rzezi jaką lotnictwo US Navy urządziło japońskiej marynarce w lagunie Truk w Mikronezji, japońskie statki zaopatrzeniowe na Filipinach wciąż stoją na kotwicach zgrupowane w Zatoce Manilskiej. Większość z nich podlega dowództwu japońskiej Armii Południowej pod dowództwem marszałka polnego Terauchi. Pomimo ostrzeżeń wiceadmirała Mikawy, dowodzącego południowo-zachodnimi siłami marynarki, o konieczności ich natychmiastowej relokacji, dopiero po utracie 15 transportowców w wyniku ataków Group Force 38.2 zostaje wydana decyzja o przeniesieniu części z pozostałych statków i okrętów do zatoki Coron. Statki zaopatrzeniowe są niezwykle ważne dla Japończyków. To one dostarczają zaopatrzenie dla okrętów marynarki i licznych garnizonów armijnych rozsianych po całym obszarze opanowanym do tej pory przez imperium. Ich utrata oznacza zawał w zaopatrzeniowym krwiobiegu wojennej machiny.
Dokumenty Japońskie i Amerykańskie wskazują, że w dniach między 21 i 23 września 1944 do zatoki Coron i jej okolic zostały przebazowane następujące statki i okręty:
1. Kogyo Maru - pomocniczy statek zaopatrzeniowy.
2. Okikawa Maru - tankowiec marynarki.
3. Olympia Maru - statek zaopatrzeniowy armii.
4. Taiei Maru - statek zaopatrzeniowy armii.
5. Irako Maru – statek marynarki do przewozu żywności (lodówka).
6. Akitsushima – okręt-baza wodnosamolotów.
7. Kamoi – tankowiec marynarki.
8. Kyokuzan Maru – statek zaopatrzeniowy armii.
9. 3 pomocnicze statki zaopatrzeniowe o nieznanym pochodzeniu.
10. 3 mniejsze jednostki służące jako okręty obrony przeciwlotniczej lub przeciw-podwodnej.
Przebazowanie nie na wiele się przydało. Obecność japońskiej floty w okolicach zatoki Coron została szybko wykryta i już 24 września samoloty z trzech Grup Uderzeniowych (Task Group: TG 38.1, TG 38.2 i TG 38.3) wchodzących w skład Task Force 38 dokonały zmasowanego nalotu na zatokę. Samoloty myśliwskie Grumman F6F-3 i bombowe Curtiss SB2C Helldiver startowały z czterech lotniskowców US Navy: USS Essex, USS Lexington V, USS Langley II i USS Princeton IV. Samoloty musiały pokonać do celu drogę długości 340 nm (około 630 km) w jedną stronę, co włącznie z ugrupowaniem się po starcie z lotniskowców i atakiem zajęło im średnio 5 godzin i 40 minut. Dłuuuuuuugi dzień...
Wszystkie japońskie statki i okręty zostały zatopione lub uszkodzone w stopniu uniemożliwiającym ich przebazowanie i naprawę. Utrzymujące się na wodzie zostały „dobite” w ciągu kolejnych dni.
Nurkowanie
Większość wraków leży na głębokościach między 20 i 40 metrów. Są więc dostępne dla względnie doświadczonych nurków z klasą wyszkolenia AOWD/CMAS**. Na wielu stronach poświęconych nurkowaniu można znaleźć informację, że penetrowanie wnętrza tych wraków bez posiadania uprawnień nurkowania wrakowego jest zabronione. Doświadczenie wskazuje coś zupełnie innego. Nikt z naszej nurkującej trójki nie posiada takowego uprawnienia, a decyzja o wejściu do wraków została podjęta przez naszego DM na podstawie obserwacji naszych pierwszych nurów.
Wszystkie nurkowania dobyły się na powietrzu i bezdekompresyjnie.
Maksymalna osiągnięta głębokość to 39 metrów, średnia 25 metrów. Przeciętny czas pobytu we wnętrzu kadłuba wynosił 10 minut.
Widzialności nie były imponujące i nie przekraczały 10 metrów. Umiarkowane do silnych prądy wystąpiły tylko w najdalej położonych wrakach (Akitsushima i Okikawa Maru) i, jak zapewniał nas nasz DM, były związane z pełnią księżyca. Zwykle prądów nie ma.
Z naszego ośrodka, który był położony około 15 minut od miasteczka Coron, do najbliższego wraku (Olympia Maru) płynęło się banką około 75 minut, do najdalszego około 2 godzin. Wraków leżących po drugiej stronie wyspy Busuanga nie eksplorowaliśmy ze względu na brak stosownej łodzi pozwalającej na dostanie się tam i brak czasu.
Standardem było wykonanie dwóch nurków dziennie. Jesli ktoś miał ochotę i na trzeciego nie było problemu. Wraki jednostek pomocniczych leżą płytko, są łatwo dostępne i pełne życia.
Żeby nie zanudzać wspomnę tylko jedno nurkowanie. Dla mnie najbardziej oczekiwane ze względu na zainteresowania.
Akitsushima był okrętem-bazą dla japońskich wodnosamolotów Kawanishi H8K1 w kodzie sprzymierzonych nazywanych „Emily”. Były to duże, czterosilnikowe samoloty na pływakach używane do dalekiego rozpoznania, poszukiwania i niszczenia okrętów podwodnych i bombardowania. Okręt mierzył 118 metrów długości i wypierał 4650 ton. Wrak leży na lewym boku na głębokości 36 metrów. Prawa burta znajduje się na 22 metrach głębokości. Do wraku przymocowane są dwie liny holownicze dla łodzi – jedna przy rufie i jedna przy dziobie. Akitsushima nie była lotniskowcem jak to zostało kiedyś wspomniane na łamach forum. W zatoce Coron jest jedynym wrakiem mającym bezpośredni związek z obsługą samolotów. Jeden z tankowców mógł dodatkowo służyć jako transporter dla samolotów, ale nie mogły z niego startować, ani na nim lądować.
Czteroosobową grupą zeszliśmy po linie rufowej. Zanurzając się nigdy nie mogę się doczekać momentu, gdy z ciemności zacznie się wyłaniać kształt kadłuba. Zgodnie z planem zeszliśmy do samego dna. Tam obok masywnego dźwigu używanego do podnoszenia z wody wodnosamolotów i załadowywania ich na pokład celem obsługi i transportu leży oderwane od pokładu podwójnie sprzężone 25 mm działko przeciwlotnicze. Jakiś dowcipniś położył między łukowatymi magazynkami na amunicję sterczącymi z komór zamkowych pocisk kalibru około 120 mm. Dźwig robi ogromne wrażenie. Wielka, masywna konstrukcja składająca się z rury stalowej i kratownicy. Wynurzyliśmy się nieco do poziomu prawej burty i przez dziurę w poszyciu kadłuba wpłynęliśmy do przedziału silnikowego. Dziura ma tylko nieco ponad metr średnicy, ale nie mieliśmy problemów z dostaniem się do środka. Nie mieliśmy również za dużo czasu, więc rzuciliśmy tylko okiem na urządzenia napędowe dźwigu. Wielkie, żebrowane koła z poprzeciąganymi miedzy nimi i bloczkami naciągającymi linami dają świadectwo dawnej mocy urządzenia. Podobno zachowały się wszystkie cztery silniki diesla okrętu i mając więcej czasu można nasycić nimi oczy. Cała maszynownia jest w niezłym stanie. Do jej penetracji oczywiście niezbędna jest latarka. Z maszynowni przepłynęliśmy do miejsca, w którym bomby niemalże przecięły okręt na dwie części. Przez ogromną dziurę, która wyłoniła się po naszej lewej stronie przyjemnie sączyło się niebieskawe światło. Zniszczenia struktury okrętu zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Pogięte i powyrywane płatami z poszycia blachy dają schronienie licznym mniejszym rybkom. Świetlistą dziurę pozostawiliśmy za sobą i korytarzem biegnącym pod pokładem przepłynęliśmy praktycznie przez całą pozostałą długość okrętu. Dość ciemny tunel oświetlony miejscami niebieskawym światłem z rozdartego poszycia był wystarczająco szeroki, żeby bez problemu przemieszczać się nim i jednocześnie poświęcać czas na podziwianie mijanych zakamarków umajonych licznymi miękkimi koralami. W okolicy magazynu amunicyjnego znajdującego się pod drugą wieżą artyleryjską pod pustymi stelażami na amunicję nasz DM znalazł zakleszczony miedzy metalowymi kształtownikami kompletny pocisk artyleryjski kalibru 120 mm. DM był w tym wraku już wiele razy, ale dopiero teraz rzucił mu się w oczy. Miła niespodzianka. Wyszliśmy ze środka otworem pozostałym po przedniej wieży artyleryjskiej mieszczącej pierwotnie dwa 120 mm działa. Po wypłynięciu do poziomu prawej burty pokonując prąd wróciliśmy wzdłuż krawędzi połączenia burty z pokładem (na pewno jest na to jakieś uczone słowo) do rufy oglądając po drodze maszt komunikacyjny i stalowe pierścienie otaczające miejsca, w których stały wieże artyleryjskie.
Cała zewnętrzna część okrętu jest pokryta twardymi (liczne talerzowe) i miękkimi koralami, a w pobliżu można spotkać ławice barakud i wszelkiego innego drobiazgu. Od czasu do czasu pojawiają się żółwie. W zakamarkach kadłuba i osprzętu widzieliśmy kilka skrzydlic.
Niestety nigdzie nie znaleziono szczątków samolotów dla których okręt został stworzony. Prawdopodobnie odleciały z zatoki zanim nadleciały pierwsze samoloty Task Force 38. A tak by było miło zobaczyć dwa różne wraki w czasie jednego nurkowania...
Coś dla każdego?
Okolice Coron to nie tylko wraki. Na łamach forum wspomniane już były dodatkowe atrakcje dostępne dla niewrakujących.
Baraccuda Lake z czterema poziomami wody o różnej temperaturze i zasoleniu, niesamowitym, miękkim dnem i sławnymi czyszczącymi krewetkami.
Zaraz obok słodkowodne jezioro z pięknymi formacjami skalnymi przy brzegach i widocznością rzędu kilkunastu metrów. Zabawa z ABC spokojnie zajmuje tam około dwóch godzin.
Rezerwat „7 wysp”, czyli nadająca się do nurkowania i snorklowania rafa. Dość uboga i spustoszona dynamitem przez lokalesów (oczywiście zanim została ogłoszona rezerwatem), ale jedyna tej wielkości i z taka ilością zwierza w okolicy.
Gorące źródła z których woda wpływa do basenów w których można się popławić. Oczywiście jeśli komuś sprawia przyjemność pławienie się w wodzie o temperaturze 38 stopni gdy wokół powietrze ma temperaturę 36.
Wynajęcie banki wystarczającej dla 8 osób kosztuje 1800 pesos (czyli około 41 USD) za dzień. Umożliwia ona przemieszczanie się między miejscami wspomnianymi powyżej. W porze lunchu załoga przybija do jednej z dziesiątków malutkich, piaszczystych plaż przyklejonych do skalistych pionowych ścian sterczących powyżej. Pobyt na plaży jest płatny 100 pesos od osoby. Plażami opiekują się umyślni, którzy dbają o ich czystość. Po posiłku można ponurkować z ABC na rafce przylegającej do plaży i nasycić oczy iście rajskimi krajobrazami.
Wrakowe, czy rekreacyjne?
Zastanawiałem się przez jakiś czas w jakim dziale powinienem zamieścić ten tekst. Ostatecznie zdecydowałem się na rekreację. Polecieliśmy tam przecież z wybitnie rekreacyjnym nastawieniem . Nasze nurkowania żadnym specjalnym wyzwaniem nie były, nie wymagały nurkowania technicznego i w końcu nie każdy musi do wraków wchodzić, jak nie lubi. Para Japończyków nurkujących z nami nie weszła do środka żadnego wraku preferując obserwacje bogatego życia wokół. Byli zachwyceni.
Zatoka Coron to zaiste doskonałe miejsce na zrobienie kursu wrakowego. Przydałoby się również uprawnienie do nurania na nitroxie. Zawsze to kilkanaście minut więcej na eksplorację pomieszczeń we wnętrzach. Wydaje mi się, że polecimy tam jeszcze raz. Przynajmniej.
Na zakończenie proszę o chwilę cierpliwości. Zdjęcia się pojawią, jak tylko znajdę czas na ich zamieszczenie.
Dołączył: 19 Lip 2004 Posty: 973 Skąd: Connecticut, USA
Wysłany: 14-05-2010, 13:23
Juz jakis czas myslalem o Coron, ale ostudzil mnie moj znajomy, z ktorego nurkowymi opiniami w wiekszosci sie zgadzam, mowiac, ze wraki Coron wypadaja blado przy wrakach Truk. A poniwaz w sensie zarowno organizacyjnym, jaki finansowym naklady sa porownywalne, to warto raczej ponurkowac na rzadziej odwiedzanych wrakach Truk niz Coron.
O ile pamietam Ty byles w obydwu tych miejscach -jakie sa Twoje opinie?
pozdr
Tomek
Witam!
W terminie 25.04-06.05.2010 byłem z grupa na safarii wrakowym na zatoce Coron. Nie zgodze się, że kosztowo jest to porównywalne z Truk. Mi wyszło 3 razy mniejsze koszty za Coron niż Truk.
Zdecydowanie polecam wyjazd do Coron. Wraki są naprawdę "warte grzechu". Co więcej znajdują się w takim zakresie głębokości, że każdy znajdzie coś dla siebie. Początkujący mogą zwiedzać wraki po pokładach (jest co oglądać), a osoby zaawansowane mogą przeprowadzać dość głębokie penetracje. Najgłębszy Wrak to Irako i tutaj wymagane jest co najmniej uprawnienia deep. Jedyne miejsce gdzie była poprowadzona poręczówka to przejście przez maszynownię i wyjście przez tunel na wał napedowy na Irako. Tutaj przejście w więcej niż 3 osoby to przepłynięcie w zerowej widoczności. Najgłębiej położone pokłady są dość mocno zamulone, więc warto się tam wybierać w grupach najwyżej 3 osobowych. Na wszystkich wrakach latarki się przydają.
Relacja fotograficzna z wyjazdu w przygotowaniu
[ Dodano: 16-05-2010, 17:00 ]
Co do kosztów w konfiguracji:
- przelot na trasie Warszawa-Amsterdam-Hong Kong - Manila- Busuanga
- nocleg i zwiedzanie manili
- 7 dni na łodzi z nurkowaniami (w sumie 21 nurkowań)
- nocleg w Hong Kong i zwiedzanie miasta
Wyniósł ok 10 tyś od osoby, w tym ze względu na wulkan na Islandii były dwukrotnie wykupywane bilety lotnicze na linie lokalne na Filipinach.
W porównaniu sam bilet lotniczy na Truk to z Polski 3000 USD
Witam
Na Truk nie byłem, ale byłem na Palau i Yap wiec porównywalnie cenowo jesli chodzi o pobyt i dolot, no bo nurkowania na Truk rządza sie swoimi cenami
Skąd az 3000$ mysle ze połowa tej ceny powinna wystarczyć
Grzegorz
Dołączył: 02 Lip 2003 Posty: 250 Skąd: HCM City (ex Sajgon)
Wysłany: 16-05-2010, 19:01
Niestety Tomku. Ostatecznie nigdy do Truk nie dotarłem. Wszystko już było zaplanowane, zorganizowane i... nie wypaliło. Wciąż na naszej "to do list", lecz w najbliższej przyszłości się raczej nie zdarzy. Tym samym Coron było moim największym jak do tej pory wrakowiskiem. Z tego co czytałem o Truk, Coron zapewne nijak do Truk się porównać nie da. Sam tonaż zatopionego złomu mówi za siebie.
O kosztach trudno mi się wypowiadać. Dla nas wylot na Filipiny to tak jak Egiptowo z Polski. Same koszty dotarcia do Truk były by dla nas wielokrotnie wyższe niż do Coron. Z Wietnamu bilet w obie strony to zaledwie około 220 USD. Tym samym raczej zgodziłbym się z Leszkiem. Nie wiem natomiast jak udało się Grzeskowi dotrzeć na Palau za 1500 USD? Można zapewne trafić jakieś super promocje na dotarcie do Azji, ale z Manili do Palau monopol miał z tego co pamiętam Continental i kasowali jak za zboże.
Irako był zaiste jednym z najbardziej "gotyckich" wraków. I jak już o nim wspominamy podzielę się z Wami refleksją sprzętową. W czasie naszych nurkowań po raz pierwszy używałem kamizelki Mares Vector 1000. Tej z kieszeniami balastowymi wpinanymi w kamizelkę. Nówka sztuka. Wydało mi się to doskonałym rozwiązaniem, jako że notorycznie zwykłem byłem zapominać założyć pasa z balastem. Wiem, że wstyd. Już jednakowoż drugiego dnia, właśnie w Irako, zostawiłem jedną z kieszeni we wraku nawet o tym nie wiedząc. Prawdopodobnie przy przeciskaniu się przez wąskie drzwi prowadzące do warsztatu przy kotłach parowych. Coś mi tylko za lekko było przy wynurzaniu... To chyba jednak nie jest optymalne rozwiązanie do wrakowania?
Dawaj te zdjęcia Leszku, to nie będę musiał pokazywać swoich.
Juz wyjasniam do Manili z Warszawy Turkish za 2800zł, z Manili faktycznie tylko Continental. Patent jest taki ze bilet kupuja dla ciebie bazy z Palau, oni przerabiaja takie ilosci ludzi ze maja swoje ceny mnie kupili Manila Palau Yap i spowrotem za 700$, samo Palau było za ok 500, tak było w marcu 2009
Grzesiek
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Administrator FORUM-NURAS uprzejmie informuje, że nie ponosi odpowiedzialności i w żaden sposób nie ingeruje w treść wypowiedzi umieszczanych przez użytkowników na Forum.
Zastrzega sobie jedynie prawo do usuwania i edytowania, w ciągu 24 godzin, postów o treści reklamowej, sprzecznej z prawem, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej
czy tez propagujących przemoc oraz treści powszechnie uznanych za naganne moralnie, społecznie niewłaściwe i naruszających zasady regulaminu.
Przypominam, że osoby zamieszczające opinie, o których mowa powyżej, mogą ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.
Serwis wykorzystuje pliki cookies, które są zapisywane na Twoim komputerze. Technologia ta jest wykorzystywana w celach funkcjonalnych, statystycznych i reklamowych. Pozwala nam określać zachowania użytkowników na stronie, dostarczać im odpowiednie treści oraz reklamy, a także ułatwia korzystanie z serwisu, np. poprzez funkcję automatycznego logowania. Korzystanie z serwisu Forum-Nuras przy włączonej obsłudze plików cookies jest przez nas traktowane, jako wyrażenie zgody na zapisywanie ich w pamięci urządzenia, z którego korzystasz.
Jeżeli się na to nie zgadzasz, możesz w każdej chwili zmienić ustawienia swojej przeglądarki. Przeczytaj, jak wyłączyć pliki cookie i nie tylko